📌 Wprowadzenie

W czerwcu 2026 roku prezydent Karol Nawrocki przypomniał w Ankarze rzecz, którą w Polsce zna się raczej z legendy niż z podręcznika: że Imperium Osmańskie nigdy formalnie nie uznało rozbiorów Rzeczypospolitej. To prawda. Tyle że za tą jedną prawdą kryje się historia dłuższa i mniej oczywista, w której Polska i Turcja najpierw przez sto lat ze sobą walczyły, a potem przez kolejne sto wzajemnie się potrzebowały.

🗡️ Najpierw były wojny

Zanim ktokolwiek w Stambule zaczął dopytywać o posła Lechistanu, oba państwa wyrzynały się na pograniczu. Cecora, Chocim, wreszcie Wiedeń 1683 i odsiecz Jana III Sobieskiego. W 1672 roku, po przegranej wojnie, Rzeczpospolita musiała podpisać upokarzający traktat w Buczaczu: oddała Podole, część Kijowszczyzny i zobowiązała się płacić sułtanowi haracz. Relacje polsko-tureckie liczą ponad sześć wieków. Pierwszych posłów Władysław Jagiełło wysłał do sułtana Mehmeda I już w 1414 roku. Ale przez większość tego czasu obie strony patrzyły na siebie jak na zagrożenie.

🪑 Puste krzesło i poseł, który nie przybył

Wszystko odwróciło się w drugiej połowie XVIII wieku. Gdy Rosja, Prusy i Austria rozbierały Polskę po kawałku, a reszta Europy patrzyła na to obojętnie, Stambuł odmówił uznania rozbiorów. Z tego sprzeciwu wyrosła najpiękniejsza polsko-turecka legenda.

Mówi ona, że podczas dorocznych prezentacji dyplomatów na dworze sułtana szambelan wywoływał kolejno posłów wszystkich państw. Gdy padała nazwa Lechistan, czyli osmańskie określenie Polski, zapadała cisza, a urzędnik odpowiadał: „Poseł Lechistanu jeszcze nie przybył”. Na polskiego ambasadora miało czekać puste krzesło. Według tej samej tradycji sułtan nie kazał zburzyć opustoszałej polskiej ambasady, tylko zamknął ją na klucz i schował go w skarbcu, żeby oddać dopiero wysłannikom wolnej Polski po 1918 roku.

Historycy podchodzą do tej opowieści ostrożnie. Turkolog profesor Tadeusz Majda mówi wprost, że nie ma na nią bezpośredniego świadectwa pisanego i że prawdopodobnie obrosła legendą dopiero w XIX wieku. Coś takiego mogło na dworze paść, ale nikt tego nie zanotował. To jednak nie zmienia faktu, który legenda celnie oddaje. Turcja rzeczywiście nie uznała ani pierwszego rozbioru, ani żadnego z następnych.

🧭 Dlaczego Turcy to robili

Nie był to odruch serca. Imperium Osmańskie i Rosja rywalizowały o Morze Czarne, Bałkany i Kaukaz od pokoleń. Rozbiory Polski wzmacniały Petersburg i Wiedeń, czyli dwóch największych wrogów sułtana, i dawały im spokojne zaplecze. Trwając przy fikcji istniejącej Rzeczypospolitej, Turcja podważała legalność tego, co zrobili jej przeciwnicy. Zimna kalkulacja, nie miłość.

Tyle że kalkulacja i życzliwość nie muszą się wykluczać. W tle pobrzmiewała pamięć o Wiedniu i o tym, że Jan III Sobieski darował życie osmańskim jeńcom. Polacy i Turcy mieli realnie wspólnego wroga. I dlatego, gdy Rosja dławiła kolejne polskie powstania, uciekinierzy wiedzieli, dokąd jechać.

🚢 Stambuł jako schronienie

Turecka pomoc dla polskiej sprawy zaczęła się wcześniej, niż się zwykle pamięta. Ćwierć wieku przed Legionami Jana Henryka Dąbrowskiego, w wojnie rosyjsko-tureckiej zakończonej pokojem w Küczük Kajnardży w 1774 roku, po stronie sułtana walczył oddział polski pod dowództwem Kazimierza Pułaskiego.

Prawdziwa fala przyszła po klęskach powstań. Po listopadowym, po Wiośnie Ludów, po styczniowym do Imperium Osmańskiego ściągali żołnierze, oficerowie i działacze, którzy nie mieli już dokąd wracać. Rosja raz po raz żądała ich wydania. Turcja odmawiała, choć narażało ją to na poważne kłopoty dyplomatyczne, czasem na groźbę zerwania stosunków.

Najgłośniejszy taki moment przyszedł w 1849 roku. Po upadku powstania węgierskiego, które Rosja pomogła Austrii stłumić, na ziemię osmańską schroniła się grupa uchodźców z przywódcą Węgrów Lajosem Kossuthem oraz polskimi generałami Józefem Bemem i Henrykiem Dembińskim. Petersburg i Wiedeń wspólnie zażądały ich wydania albo śmierci. Sułtan Abdülmecid I odmówił. Napięcie z Rosją było realne, ale uchodźców nie wydano.

Józef Bem poszedł dalej. Bohater obrony Lwowa i Wiednia, naczelny wódz powstania węgierskiego, przyjął islam i imię Murad Pasza, żeby dalej walczyć z Rosją. W liście do sułtana tłumaczył to wprost: jako Polak chce służyć przeciw Rosji, wspólnemu wrogowi Polski i Turcji. Konwersja bywała też prawnym fortelem. Osmańskie prawo nie pozwalało wydać muzułmanina, więc zmiana wiary stawała się tarczą przed ekstradycją. Józef Bem zmarł rok później w Aleppo, niedługo po tym, jak obronił miasto i jego chrześcijańskich mieszkańców. Dziś jest bohaterem trzech narodów: Polski, Węgier i Turcji.

Z Turcją związał ostatnie miesiące życia także Adam Mickiewicz. W 1855 roku, w czasie wojny krymskiej, przyjechał do Konstantynopola, żeby organizować polskie oddziały do walki z Rosją u boku sułtana. Tam zmarł, najprawdopodobniej na cholerę.

🏡 Adampol, polska wieś nad Bosforem

Najtrwalszy ślad tamtej epoki to wieś pod Stambułem. W 1842 roku, z inicjatywy księcia Adama Jerzego Czartoryskiego i jego emigracyjnego stronnictwa Hotel Lambert, powstała osada dla polskich uchodźców. Na cześć księcia nazwano ją Adampol, a pierwszy dom poświęcono 19 marca 1842 roku. Las należący do zakonu lazarystów, kilkadziesiąt kilometrów od Stambułu, wykupił wysłannik księcia Michał Czajkowski, znany później jako Mehmed Sadyk Pasza.

Początki były ciężkie. Z pierwszych dwunastu osadników po kilku latach zostało trzech, reszta nie wytrzymała warunków. Z czasem wieś rosła, zasilana przez kolejne fale: z Wiosny Ludów, z wojny krymskiej, z powstania styczniowego, przez żołnierzy wykupywanych z niewoli. Polaków nigdy nie było tam więcej niż około dwustu dwudziestu. A jednak Adampol przetrwał. Uczono w nim polskiego, trzymano się wiary i obyczaju, rodziły się pokolenia, które Polskę znały tylko z opowieści rodziców. W 1937 roku odwiedził wieś sam Mustafa Kemal Atatürk, twórca nowoczesnej Turcji, witany chlebem i solą.